niedziela, 15 lipca 2012

Scream^^

                           Scream !!

Weekend. Zmęczona i znudzona jak nigdy wracam do domu. Ostatni tydzień był dość męczący. Wiele problemów. Kłopoty. Stare rany. Wokół panował gęsty mrok. Jak zawsze szłam znaną od dziecka kamienistą ścieżką. Wokół pola i dalekie budynki. Żadnej żywej duszy. Wiatr rozgarniał listopadowe liście. Wsłuchiwałam się w swoje kroki i odgłos żwiru pod moimi nogami. Kiedy usłyszałam, że to nie tylko moje kroki. Niedaleko za mną szybkim krokiem zbliżał się do mnie wysoki mężczyzna. Szybko wyciągłam  telefon i wykręciłam numer do siostry. Przyśpieszyłam. Miałam złe przeczucia. Długi sygnał. "Nie odbiera"-Warknęłam pod nosem. Kiedy obróciłam się znów mężczyzna stał tuż za mną. Zepchnął mnie na pobocze. Przewróciłam się raniąc się o drobne kamienie. Usłyszałam jego obsesyjny śmiech. Szukałam na ziemi mojego telefonu, który upuściłam przy upadku. Domyślałam się najgorszych zamiarów mężczyzny, z strachu brakowało mi tchu, z żalu oczy piekły mnie od łez, a ja łapczywie chwytałam powietrze, starając się myśleć racjonalnie. Muszę przeżyć. Tylko to dudniło mi w głowie. Wstałam chwiejnie, ale mężczyzna zdenerwowany moją wolą walki uderzył mnie pięścią w brzuch. Poczułam jak uderzenie pulsuje wokół wszystkich moich wnętrzności. Napastnik złapał mnie za włosy i przeciągnął na ubocze. Uderzył jeszcze kilka razy. Poczułam jak stróżka krwi płynie z pękniętej wargi. Już wiedziałam, że przegrałam. Czułam się jakbym ciągle spadała. Już nie mogłam się uratować. Chciałam krzyczeć. Ale nawet już nie byłam w stanie zrobić. Mężczyzna wyciągnął nóż i przejechał nim po moim policzku, trzymając mnie w śmiertelnym ucisku. Poczułam jak świeża, płytka rana przedłuża się na policzku. "-Błagaj..."-Szepnął mi do ucha kolejny rozkaz. -"Nie"- Szepnęłam cicho. I tak przegrałam, nie czekałam, na księcia z bajki, chociaż miałam nadzieję na ratunek. Teraz było za późno. Mężczyzna agresywnie wbił mi nóż w brzuch. Najpierw poczułam przerażenie, a kiedy do mojej świadomości doszedł ten brutalny atak, poczułam przeszywający mnie ból. Krzyczałam, ale nikt na mnie nie zareagował.  Świerzy zapach krwi słodko roznosił się przez jesienny wiatr. Poczułam się coraz lżejsza. Chyba upadłam. Moje oczy zamykały się coraz bardziej. Umarłam.       

3 komentarze:

  1. O jaaaaaaa . : o
    Szkoda, że "ta dziewczyna" umarła, ale taki chyba miałaś zamiar.
    Podoba mi się <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi sie to podoba! :) Superowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nowość! Serdecznie zapraszam! :*
      http://secretlifevictorie.blogspot.com/

      Usuń