sobota, 14 lipca 2012

„Narsha”


                                          „Narsha”

Pamiętam... Wszystko pamiętam, mimo że robiłam wszystko... wszystko by o tym zapomnieć. Zawsze słyszę w myślach pytania: „Dlaczego?” , „A gdyby?” , gdy tylko pomyślę o tych wspólnych wieczorach razem właśnie w tym miejscu, gdzie on zabrał swoje życie i sens mojego życia. Każdy wieczór spędziliśmy razem nad tym klifem. Szare, zimne skały oświetlało słońce. On zawsze po kilkunastu minutach ciszy zadawał od lat to samo pytanie: „Kochasz mnie?”.  „Tak!”-Nie wyobrażałam sobie innej odpowiedzi, a przy tym sama nie zadawałam tego pytania –byłam pewna jego odpowiedzi. Jego wzrok, dotyk i ton głosu –to mi wystarczyło by wiedzieć wszystko o jego uczuciach. Resztę wieczoru spędziliśmy patrząc na odległy horyzont, za którym znikło czerwone słońce, jakby rozpływało się w ciemnej wodzie morza, którego fale niespokojnie odbijały się od klifów. Przyznam szczerze... Niewiele wiedziałam o nim, o jego przeszłości, ale tyle by go pokochać. Wiedziałam, że popełnił wiele błędów, zmarnował wiele szans, ale mnie kochał. Więc dlaczego zostawił? Myślę, że zabijały go wspomnienia, tak jak mnie zabija wspomnienie jego śmierci. Obrazy z tego teatralnego dnia, nie dają mi żyć, spać. Tego wieczoru to miejsce było inne niż zawsze. Ulewny deszcz i ogromny wiatr szarpał taflą morskich wód. Całe wybrzeże zakrywała mgła, na tyle gęsta, że patrząc w dół obecność morza wskazywała jedynie szum fal. Kiedy dobiegłam na miejsce  zobaczyłam jak on pochyla się nad krawędzią. Ciągle widzę jego twarz... Obrócił się, spojrzał na mnie ciepło i zapytał: „Kochasz mnie?”. Byłam... tak przerażona, ale mimo to powiedziałam to samo energiczne „Tak!” co zawsze. –„Więc daj mi odejść...” –Powiedział cicho. Natychmiast podbiegłam do klifu by go zatrzymać, ale było już za późno. Nad klifem stałam tylko ja, a ciemne fale zabrały mi wszystko. W deszczu nie rozpoznałam swoich łez. Do zmierzchu czekałam przy krawędzi patrząc na ciemną, wołającą mnie morską otchłań. Teraz wiesz już wszystko... Usłyszałam kiedyś wiersz... chyba o miłości. Pamiętam tylko fragment „(...) lecz można żyć bez powietrza”. To błąd. On był moim powietrzem. Umieram bez niego. Więc proszę... daj mi odejść razem z nim.


Dziękuje Izzy za pomoc <3

2 komentarze: